Czas płynie, ludzie się starzeją, zagrożone gatunki zwierząt wymierają, John Lennon wciąż nie żyje a świat dalej czeka na bezpośredniego spadkobiercę serii Fallout. Lecz oto po dziewięciu długich latach cierpień na horyzoncie pojawia się światełko niczym blask latarni morskiej na rozszalałym od sztormu morzu. Hura! – zakrzyknęła załoga – Jeszcze tylko rok i Fallout powróci!
(Ostrzegam – tekst ten pełen jest domysłów, półsłówek, skrótów myślowych i chorych założeń autora. Pewno niewiele z tego co tu stoi wypisane sprawdzi się, ale wyobrażenie to budowane jest w oparciu o informacje, które są dostępne w chwili obecnej.)

Może i dla tych żrących czipsy, burgerowo-otyłych amerykańskich właścicieli koncernów elektronicznej rozrywki dziesięć lat to mało. Może i pięć kłapnięć paszczą więcej bądź mniej w celu pożarcia kolejnej dawki burito nie robi dlań różnicy. Ale… Nie no, w sumie mają rację – lepiej się nażreć. Uh, miał być jakiś tekst moralizatorski skierowany w stronę tychże przebrzydłych kreatur, ale akurat nic mi do głowy nie przychodzi. Może tylko pocieszenie, że Fallout 3 wyjdzie za rok bo na Fallouta 4 czekać będziemy z pewnością lat pięćdziesiąt.
Historia tego projektu jest dość długa i poruszająca. To historia o miłości i nienawiści, bólu i cierpieniu. To opowieść o ósmym prezydencie Stanów Zjednoczonych, którego zadusił nieudolny zarząd firmy Interplay. Van Buren miał być tym na co czekają wszyscy fani, fanatycy i faniątka. Wystarczy zapytać o to pierwszego lepszego zapalonego wielbiciela Fallouta a ten na jednym wdechu wyrecytuje jaki to wspaniały byłby F3 gdyby dokończyło go Black Isle i zarazem wytknie wszystkie błędy, potknięcia i kłamstewka Bethesdy (ciekawe czy potrafią to także wspak i po rumuńsku… Pewnie też). No, ale wszyscy wiemy jacy są fanatycy…
Otóż to, dla większości fanów Fallouta nadchodząca kontynuacja nie będzie Oficjalnym Spadkobiercą Kultowej Serii. Dlaczego? Bo nie i już. Argumenty? O, proszę! ‘Bethesda nie potrafi zrobić Fallouta’, ‘Fallout nie w rzucie izometrycznym to nie Fallout’, ‘może i zrobią dobrą grę, ale bez klimatu Fallouta’. Są dwa wyjścia – mówiący takie rzeczy posiadają nadzwyczajne zdolności profetyczne, albo po prostu zrzędzą i marudzą, a co czynić lubią wszyscy. Przez wiele miesięcy o Falloucie 3 było cicho, jednak wrzawa na nowo wybuchła z początkiem czerwca, kiedy do Bethesda opublikowała w internecie (z niemałymi problemami technicznymi oczywiście) teaser swej najnowszej produkcji. I znów zaczęły sypać się przekleństwa, wyzwiska i modlitwy do pradawnych bóstw.
Nie to, żeby znowu był to kiepski filmik. W pełni zbudowana na silniku gry pokazówka dla mas może się podobać. Przyznam jednak szczerze, że mnie osobiście nie porwała, a moja szczęka nawet nie drgnęła – choć pewno w założeniach twórców miałem jej szukać gdzieś pod biurkiem. Plusem jest zatrudnienie Rona Perlmana w charakterze narratora oraz piosenka The Ink Spots “I Don’t Want to Set the World on Fire” w tle. To ukłon w stronę starych fanów serii. Ukłon, który jeden z nich na pewnym forum określił – mówiąc mniej kolokwialnie – podlizywaniem się. I zrozum tu takich. W każdym razie po tym filmiku, który pokazując niewiele objawił istotę rzeczy – pokazał na jakiego Fallouta 3 się doczekamy. Było już w stu procentach pewne, że w tym F3 będziemy bawić się z perspektywy pierwszej osoby, będzie miał dużo wspólnego z Oblivionem i będzie rozgrywał się na terenach zabudowanych wschodniego wybrzeża. I strach przeszył wszystkie fanowskie mózgi i móżdżki na myśl o The Elder Scroll V: Fallout (bądź Oblivion: Fallout). Od tamtej pory w zasadzie większość informacji o tym tytule to plotki, gdybania i nieoficjalne wypowiedzi.

Głównym założeniem Bethesdy jest dotarcie z produkcją pod strzechy zarówno fanów jak i graczy nowych, którzy nie mieli kontaktu z Falloutem dziesięć lat temu. Dlatego antycypuję, iż twórcy dużo uwagi poświęcą oprawie graficznej by skłonić tych ‘nowych graczy’ do zakupu Fallouta 3. Zapewne będzie także wiele uproszczeń i skrótów jeżeli chodzi o fabułę, ale to pozostawmy na przyszłość – gdy o historii zawartej w F3 będziemy wiedzieć coś więcej. Bo dziś co możemy o niej powiedzieć? Nasz bohater(/ka) wychowany(/a) w schronie 101 wypełza z niego po wielu latach w celu odnalezienia swego ojca, który pewnego dnia wyszedł na spacer i już nie wrócił. Animowany przez gracza hero spędził w krypcie dokładnie lat dziewiętnaście, które to nie są dla nas latami straconymi, bowiem przedstawione zostaną w formie interaktywnego samouczka. Wczesne dzieciństwo to opanowanie interface’u, okres młodzieńczy zaś służyć będą do kreacji charakteru i cech specjalnych naszej postaci. Trzeba przyznać, to dość obiecujący pomysł.
W poprzednich dwóch Falloutach każdy napotkany podczas wędrówki człowieczek miał coś do powiedzenia – możliwe to było dzięki temu, iż kwestie takie, które nic nie znaczą dla fabuły, wyświetlane były nad głowami tychże postaci – nie istniała potrzeba nagrywania danej wypowiedzi przez aktorów. A teraz spójrzmy jak to wyglądać będzie w ujęciu pierwszoosobowym. Wyjście znane z poprzednich części nie wchodzi w grę. A nagrywanie wszystkich tych tekstów nie znalazłoby pokrycia budżetowego – zajęłoby to zbyt dużo czasu i pochłonęło tyleż samo pieniędzy. Dlatego też pewno anonimowy młodzieniec stojący przy wraku samochodu będzie mówił “Jestem zajęty”, a podstarzały mężczyzna siedzący w barze odburknie nam tym samym głosem “Jestem zajęty”. I tych anonimowych postaci będzie dużo mniej, aby nie frustrować grających. A w dużej mierze w poprzednich Falloutach zaczepianie nieznajomych osobników było jedną z fajniejszych spraw – bo zasadniczo każdy miał coś innego do przekazania, jakiś dowcip tudzież ciekawostkę.
Bethesda wielokrotnie zaznaczała, że jeśli jesteśmy przeciwni zmianom w Falloucie, to najnowsza część spod ich spracowanych rąk nam się nie spodoba. Mądre stwierdzenie, szczególnie jeśli brać pod uwagę fakt, iż podobieństw pomiędzy Falloutem 2 a 3 jest naprawdę niewiele. To zupełnie nowa jakość. Można by w zasadzie zmienić tytuł z Fallout 3 na Shadow of Atomic Bomb i by nikt nie niczego nie zauważył. Ale może się mylę? Dokładnie potwierdzi się to dopiero to jesienią przyszłego roku. Dużą odmianą jest na pewno przesunięcie obszaru rozgrywki z zachodniego wybrzeża na wschód, w okolice Waszyngtonu. Co jak co, ale obszar megalopoils nie można zaliczyć do pustkowi. Już pomijam fakt, że gry w konwencji FPP nie cierpią pustki, toteż już wymażmy z pamięci wędrówki po mapce świata i niespodziewane ataki przerośniętych skorpionów pośród nieprzyjemnych dla życia jaskiń i załomów górskich. I tu następuje kolejny zgrzyt – miasto po wybuchu (niech będzie że jednej) bomby atomowej. Zrujnowane i opuszczone, pełne niebezpiecznych stworzeń i wrogo nastawionych ludzi. Hm, Stalker wyszedł przecież parę miesięcy temu.

Ambiwalentne uczucia budzić może także V.A.T.S., czyli namiastka tego co zostało z turowych pojedynków znanych z przeszłości. Bo jak zrobić tury w FPP? V.A.T.S. ma być tym rozwiązaniem właśnie. Tyle, że jest to po prostu zwykła aktywna pauza, która pozwala w każdej chwili zatrzymać akcję i zaplanować dalsze poczynania. Możemy wybrać czy celować w oczy napotkanej bestii, może w korpus, albo po prostu bohatersko uciec w podskokach z pola bitwy. Jak to się sprawdza, i czy w ogóle ma to cokolwiek z praktyczności zobaczymy może dopiero z chwilą publikacji filmu prezentującego gameplay Fallouta 3.
Ze spraw ważnych pozostaje jeszcze kwestia zakończenia – na chwilę obecną planowane jest od dziewięciu do dwunastu różnych rozwiązań linii fabularnej. Jednak nie wiadomo, czy zakończenia te będą otwarte jak w poprzednich częściach, gdy każdy najmniejszy czyn wpływał na to co mieliśmy zobaczyć po finałowym starciu, czy też przyjmą formę jaką oglądamy w innych grach na co dzień – sztywne i niezmienne sekwencje zależne od sposobu rozgrywki. Obawiam się też, że przejście całej gry bez wystrzelenia ani jednego pocisku w stronę wroga nie będzie wyjściem możliwym. Bethesda wspomina jak na razie tylko o tym, iż Fallouta 3 uda się ukończyć ‘bez oddania Wielu strzałów’. Będzie można też prowadzić skryty tryb życia skradając się i przemykając za plecami przeciwników.
Co nie zmienia faktu, że Fallout 3 będzie głównie nastawiony na akcję. Eksplodujące głowy, fruwające flaki, odrąbywane członki… Jak za dawnych czasów. Brutalność i nieprzyjazność świata ma zostać w pełni zachowana, a i również linie dialogowe zawierać będą masę niewybrednego słownictwa, ot jako miły prezent-niespodziankę dla purystów językowych. PEGI oceni to pewnie na 60+ i jedynie za pisemną zgodą obojga rodziców… Trudno w takiej sytuacji będzie można mówić o klasycznym cRPG, a już bliższym prawdzie będzie określenie F3 jako action-RPG bądź nawet w skrajnym przypadku, nie bójmy się o tym mówić, hack’n’shlasha (jeno z bronią palną zamiast białej). To ostatnie raczej mało prawdopodobne, ale nie wykluczajmy z góry, że nie możliwe. Kto wie jak dalece posuną się twórcy (wyznający szatana, jak to wszyscy związani z przemysłem growym) w swych amoralnych zapędach?

Swego czasu Game Informer dostał wyłączność na artykuł o Falloucie 3. Bogacie opisują tam produkcję załączając screeny z samej gry. Skany z tego numeru GI dostępne były na stronie traktującej o Falloucie – No Mutants Allowed. Ale po kilku dniach czasopismo zażyczyło sobie, aby skany owe usunąć. A Bethesda milczy. Hm… Dodatkowo ktoś mi swego czasu doniósł ploteczkę, jakoby Bethesda koncentruje się na Falloucie 4, a trójka to tylko faza przejściowa – by przetrzeć szlaki – toteż może być produkcją niewystarczająco udaną. Jeżeli tak myślą naprawdę, to gratuluje i radziłbym zakupić bilety na Grenlandię na ten przykład. Może tam nikt rytualnie nie zamorduje i nie zje ich zwłok (bo już na takiej Antarktydzie jest dużo pingwinów, wśród których mogą się znaleźć fani Fallouta. To zawsze jakieś ryzyko.)
W umyśle Briana Fargo zrodziła się zaś inna idea. Mianowicie ów pan zapragnął reanimować protoplastę wszystkich Falloutów – grę Wasteland. A że całkiem przypadkiem posiada doń prawa autorskie, to upraszcza znacznie sprawę. I to właśnie tenże Wasteland ma, jego zdaniem, być Jedynym i Prawdziwym Spadkobiercą Serii. A niech sobie go robi chłopina, co mu żałować będziemy… Bo jeżeli nie Fallout 3, nadzieją na przyszłość pozostanie właśnie Wasteland…
No ale cóż tu dużo gadać – Fallout 3 nie będzie tym, czym były poprzedniczki, to pewne. Pytania pozostają – czy Fallout 3 dorówna swoim poprzedniczkom? Czy zachowa ich klimat, grywalność i swoistą miodność? Czy FPP sprawdzi się i z powodzeniem zastąpi sprawdzony rzut izometryczny? Czy Bethesta poradzi sobie z podjętym wyzwaniem? Nie da się teraz na to odpowiedzieć i nie będzie się dało tego uczynić co najmniej do jesieni 2008 roku. Czekajmy więc.
A na koniec parę screenów z Van Burena, tak by pokazać czym Fallout 3 na pewno Nie Będzie.
29 czerwca, Przemysław Bryk dla zinu Intro (ekskluzywna prapremiera)

