“Wspaniała i olśniewająca (i rymująca się) epopeja o panu Józefie”
styczeń 9, 2008 autor tedeward
Pan Józef z Warszawy mieszka w wielkiej płycie
I trzyma przed blokiem swojego trabanta.
Ma telefon, ma radio, wie która godzina,
Raz widział papieża na telebimie.
I codziennie jada ciepły posiłek,
Samo za niego robi się pranie.
W nocy ma światło, tak jak i za dnia
I czytał raz kisążkę, gdy pracy brakło.
Widział dwa zdjęcia wprost z Mauritiusa,
Słyszał o rzeczach wczorajszych z Hajnanu,
Gdy się też w ciepłej wodzie obmywał.
Pan Józef kiedyś obsłużył komputer,
Lecz woli bujać się w swym fotelu.
Bo - moi mili - przed telewizorem
Wciąż kamieniami ogień rozpala
I na swych ścianach obrazki maluje.
Józef ma coś współnego z Jozinem z Bazin może?
Mam kompleksy i jestem indianinem.
Poruszająca rzecz.
Aj karamba!
Toż to niszczenie ścian!
A? Co za dziwka się podemnie podszyła i głupoty wypisuje?
A co do wiersza to ma ciekawe przesłanie…
Obiad.
Obiad
Obiad!
Nie.