“Teologia”
luty 21, 2008 autor tedeward
Pan Marian i Ahmed spierali się o wiarę,
Przytaczając jako argumenty opowieści stare,
O kimś, coś tam i kiedy,
To znowu potem, gdzie indziej czy wtedy.
Cytowali dogmaty, pisma, sobory,
Jeden drugiego, że zaślepiony i chory
Wyzywał i ośmieszał wierzenia kolegi,
Że zmyślone jak postać z gwiazdozbioru Wegi.
Wtem i wywiązał się pojedynek,
Na to czyj bóg ma silniejszy uczynek.
I kto uniesie siłą swej wiary
Kamień arbuza co miał wymiary.
No i się modlą, jęczą, stękają,
Na ziemi leżą, niebiosa błagają…
Lecz oto i wynik już mamy, niemal proroczy,
Pan Marian zwycięzca nieustraszony,
Kopnął Ahmeda prosto mu w krocze,
A kamień o włos nawet nie ruszony.
O cholera.
Ja zgłaszam protest! Jako inspiracja twórcy powinnam dostać chociaz jakąś dedykacje. A fe Przemasku, brzydko z Twojej strony!!
No właśnie! Fe!
Wasza Bucowatość znowu wspaniałomyślnie pominęła tych dzięki którym wogóle stworzyła kolejne dzieło.